Kolejnym ikonicznym produktem są ananasy. Być może zafunduję niektórym z was szok kulturowy, a może nawet egzystencjalny – ananasy nie rosną na drzewach, a na sięgających mniej więcej do pasa krzakach. Tajwan wyhodował dziesiątki odmian, w tym słynny „ananas mleczny” i „ananas diamentowy”.
O specyfice uprawy opowie wam właściciel plantacji, który przyłapał mnie na obozowaniu na jego polu, gdy byłem w drodze na festiwal aborygeński. Pan Chen uprawia ananasy w ich zagłębiu, rejonie miasta Pingtung. Nie jest to łatwy kawałek chleba (ryżu) – marże na skupie zbite są do granicy opłacalności. Krzak rośnie 16–24 miesiące. Co prawda może wydać drugi plon, ale owoce są mniejsze,
a więc niesprzedawalne.
Ciekawym epizodem było wstrzymanie importu ananasów przez Chiny w 2021 roku. Interpretowano go jako karę za objęcie rządów przez prezydent Tsai Ing-wen z DPP. W tamtym czasie aż 90% eksportu tajwańskich ananasów trafiało właśnie do Chin. Kara się nie udała…spektakularnie. Prezydent Tsai zainicjowała kampanię w mediach społecznościowych, zachęcając Tajwańczyków do jedzenia większej ilości ananasów. Do akcji dołączyła Japonia. W ciągu zaledwie 4 dni od ogłoszenia bojkotu, zamówienia zagraniczne (głównie z Japonii) i krajowe przekroczyły całkowitą ilość ananasów, która pierwotnie miała trafić do Chin – ponad 40 tysięcy ton.
Mój żart, że plantatorzy powinni cyklicznie zrzucać się na czerwoną kopertę dla KPCh, za robienie podobnych akcji częściej, pan Chen skwitował słowami „częściowo śmieszne”. Żart w zamierzony sposób dotykał drażliwej, politycznej sprawy tego, że import do ChRL jest interpretowany i faktycznie jest formą wpływu KPCh na rezultaty procesów demokratycznych na wyspie. Chodzi o zwiększanie wolumenu zakupów, aby „ożywić” elektorat rolniczy Kuomintangu, oskarżanego przez polityczną konkurencję o kolaborowanie z komunistami z Pekinu.
Skopiuj link Kliknij by skopiować Fetch another one Switch to English